Szkoła i zajęcia pozalekcyjne to zagadnienie, który wiele rodziców bardzo się interesuje. Nie ma się co dziwić – każdy z nas chce, by nasze pociechy rozwijały się prawidłowo intelektualnie i manualnie. W tym ma pomagać szkoła, toteż chętniej poznajemy prawa rodziców w tym zakresie. Przecież doskonale zdajemy sobie sprawę z faktu, że nauczyciele to dość specyficzne środowisko osób i nie zawsze z rodzicami są szczerzy zasłaniając się regulaminem. Wiedzą, że owych regulaminów i kart nauczyciela nikt ie czyta, więc sobie rodzice odpuszczają... to błąd. Prawa rodziców muszą być znane w temacie szkoła.
Jako rodzice musimy wiedzieć, że zajęcia pozalekcyjne nie są dedykowane tylko osobom najzdolniejszym – jak twierdza często nauczyciele. Każde dziecko, które wyrazi chęć uczęszczania na takie ma do tego prawo, a nauczyciel nie ma prawa tego dziecku zabronić. Oczywiście nie ma sensu wysyłania dziecka na każdy rodzaj zajęć ponadprogramowych. To byłoby dużą przesadą. Dzieci na pewno każdego przedmiotu uczyć się nie będą chciały. Niekiedy wysyłajmy nasze pociechy na zajęcia plastyczne, innym razem na kółko biologiczne, geograficzne. O tym, gdzie się dzieci będą uczyły niech zadecydują ich indywidualne skłonności i upodobania.
Wiele zamieszkania wprowadziły niegdyś praktyki szkól związane z pobieraniem opłaty od rodziców za zajęcia pozalekcyjne. To także nie jest zgodne z prawem, nawet wtedy, gdy dziecko uczy się w szkole podstawowej, ale takiej, które leży poza gminą zameldowania dziecka. Wtedy dyrektorzy za uczestnictwo żądali opłat, ale jak się okazuje – robili to bezprawnie. Swego czasu było o tym głośno. Tego typu historii w szkołach nie brakuje, dlatego też prawa rodziców powinny być w tej materii znane każdemu opiekunowi ucznia.
W szkołach dzieje się wiele złego z punktu widzenia finansów. Oczywiście dyrektorami nie mogą być ludzie związani z marketingiem i ekonomia, ponieważ na to nie pozwalają zasady prawne. I bywa, że dyrektorem tak ważnej placówki jest historyk lub wuefista. Tacy ludzie (po kursie zarządzania) nie mogą ze szkoła odnosić sukcesów finansowych. Nie są oni w stanie rozpisać programu ekonomicznego i na szkolnictwie zarabiać, a co za tym idzie – nie ma co liczyć, ze szkoła zyska dużo pomocy naukowych i że będzie nowocześnie wyposażona.
Prawa rodziców niestety w tej materii to głównie obowiązki – czyli przymusowe prowadzanie maluchów do szkoły, pojawianie się na zebraniach rodzicielskich, etc. Ministerstwo Edukacji Narodowej jednak niewiele robi w kierunku unowocześniania szkół. Oddaje się to w wszystko w ręce samorządów, a tych ie stać na inwestycje w szkołach, bo zawsze są rzeczy ważniejsze. Nikt tutaj inne respektuje zasad stanowiących prawa rodziców. Prędzej szkołę zacznie się traktować jako miejsce pracy dla „swoich”, przecież dyrektorów zatrudnia burmistrz lub wójt, w przypadku szkolnictwa średniego organem nadzorującym jest starostwo.