Prawa rodziców Temat edukacji w Polsce to zagadnienie szerokie i nie da się w jednym artykule poruszyć chociażby części ogromu tego pojęcie. Z punktu widzenia prawa rodziców i systemy szkolnictwa można jedynie mieć pretensje do polityków, że dopuszczają do tak kontrowersyjnych zmian. To wszystko przekłada se na skuteczność nauczania oraz częściowe wychowanie naszych pociech. Kolejne reformy zamiast niwelować wszystkie błędne decyzje, to potęgują liczbę absurdów do maksimum. Dziś już wiemy, że szkoła naszym dzieciom zaczyna się szybciej, niż jeszcze kilka lat temu. Teraz do szkoły z tornistrami na plecach maszerować muszą i sześciolatki. Co to oznacza w praktyce?

Są tacy, którzy twierdzą, iż nowy przepis bije mocno w prawa rodziców. Nikt bowiem nie wywołał społecznej debaty związanej z przyspieszeniem obowiązku edukacji - zamiana wieku z 7 na 6 lat. To potworne, bo oznacza, że politycy w ogóle swoimi wyborcami się nie przejmując i w ogóle ich nie szanują. Czym jest więc ta decyzja? To „zapchajdziura” - MEN wie doskonale, że idzie niż i nie chcąc do szkolnictwa dokładać napychają maksymalnie szkoły uczniami. To, że nie są w stanie dzieci a owych szkołach normalnie funkcjonować to już sprawa drugorzędna. A szkoda, bo nie możemy się w tym miejscu oszukiwać – im bardziej liczne klasy i im większa przepaść wiekowa pomiędzy dziećmi, to poziom nauczania będzie mniejszy i same dzieci będą zdobywały tylko szczątki stosownej wiedzy.

Jak te decyzje traktują rodzice? Nie zgadzają się z nimi, uważają, że to narusza prawa rodziców i samą ideę rodzinnego zrycia. Jak mówią przedstawiciele środowisk rodzinnych, taka decyzja zabiera dzieciom szansę rozwoju poprzez zabawę. W wieku sześciu lat to zdecydowanie ważniejszy aspekt, niźli uczenie się alfabetu. Ne mniej z punktu widzenia prawa nic już zrobić nie można, ustawa została przysłowiowo klepnięta przez parlamentarzystów (głównie polityków PO) i dziś to obowiązujące prawo. Sześciolatki muszą z obowiązku uczęszczać do szkoły!

Prawa rodziców w tej materii są wybitnie ograniczone. W zasadzie nie ma tutaj rodzic wiele do gadania musi się podporządkować ustawie. W tym miejscu jednak nie przestrzeganie ustanowionego prawa ma znaczenie, ale sam akt narzucania takich dziwnych zasad przez polityków. Wobec tak kontrowersyjnych pomysłów powinny się odbywać debaty, można nawet organizować referenda. To bardzo ważne z punktu widzenia polityki. Psycholodzy i socjolodzy uważają wręcz, że ten przepis (wyraźnie nieprzemyślany przez rząd) może doprowadzić do zrywania relacji na linii rodzic-dziecko. Nasze pociechy bowiem zbyt szybko będą musiały opuszczać rodzinny dom i zbyt szybko będą spotykały się z obowiązkami (nauka, zadania domowe, etc.). Czy prawa rodziców zaczną być respektowane przez polityków? W naszym kraju chyba nieprędko. Nasi politycy to jedna wielka arogancja, szkoda. Bo model idealnej rodziny przez niesanowanie prawa rodziców zostanie niebawem mocno nadszarpnięty.